Lahti L-35, czyli „Parabellum” na sterydach

      Możliwość komentowania Lahti L-35, czyli „Parabellum” na sterydach została wyłączona

W latach międzywojennych, konstrukcje fińskiej broni strzeleckiej zostały praktycznie zmonopolizowane przez Aimo Lahtiego. Ten utalentowany samouk (chociaż skądinąd obdarzony również ciężkim i kłótliwym charakterem) zaprojektował ponad 50 konstrukcji, wśród których szczególną sławę zyskał sobie zwłaszcza pistolet maszynowy Suomi Kp/-31.
Z innymi projektami szło już rozmaicie – karabin maszynowy Lahti-Saloranta L.S.26 okazał się, najłagodniej mówiąc, konstrukcją niezbyt udaną. Z kolei „karabin na słonie”, czyli rusznica przeciwpancerna, a w zasadzie 20 mm działko Lahti L-39 okazało się całkiem niezłą bronią przeciwsprzętową, którą armia fińska trzymała w magazynach mobilizacyjnych aż do lat osiemdziesiątych XX wieku.
Na przeciwnym biegunie niż pięćdziesięciokilogramowy „karabin” L-39, znalazł się pistolet – bo i taką broń wszechstronny pan Lahti zaprojektował. Jego prototyp powstał już w roku 1929, a trzy lata później dopracowany wzorzec gotów był do produkcji seryjnej. Niestety, państwowa wytwórnia broni VKT (Valtion Kivääritehdas), w której Lahti był wówczas dyrektorem produkcji, była „po uszy” zaangażowana w produkcję znacznie bardziej potrzebnego (mimo wad) erkaemu L.S.26 i w tej sytuacji nowy pistolet musiał czekać na swoją kolejkę. Standaryzowano go w roku 1935, formalnie uruchomiono produkcję w 1937, a w rzeczywistości pierwsze egzemplarze trafiły do jednostek w 1939, akurat na „wojnę zimową”…

Konsekwencje pewnej rozmowy
Finlandia, podobnie jak Polska uzyskała niepodległość w rezultacie I wojny światowej, a konkretnie upadku carskiej Rosji (w której skład wchodziła do roku 1917, jako autonomiczne Wielkie Księstwo). Na terenie kraju pozostały znaczne liczby rosyjskich karabinów Mosina (a jeszcze sporo pozyskano z innych źródeł, zwłaszcza niemieckich). W tej sytuacji wybór indywidualnej broni strzeleckiej był sprawą oczywistą, zwłaszcza, że Finowie dość szybko uruchomili zakłady remontu tej broni i wdrożyli produkcję części oraz amunicji do niej.
Gorsza sprawa była z bronią osobistą oficerów. Co prawda po krótkiej wojnie domowej, jaka przetoczyła się przez Finlandię w roku 1918, pozostało całkiem sporo rosyjskich rewolwerów Nagan wz. 1895, ale dowództwo wojska zdecydowanie postawiło na pistolety samopowtarzalne. Tych niby w Europie było sporo po Wielkiej Wojnie, ale ich jakość (jak to bywa z pospieszną wojenną produkcją) była zdecydowanie poniżej akceptowalnego poziomu, o czym przekonano się po dokonaniu zakupów we Francji. Był jednak pewien wyjątek…
Tak się złożyło, że w latach 20-tych znaczną część fińskiego korpusu oficerskiego stanowili oficerowie, którzy podczas I wojny światowej służyli ochotniczo w pruskim 27 Jaeger Battalion, a w 1918 wrócili do kraju. Ich opinia (a z nią się mocno liczono) na temat broni krótkiej była także krótka: „Tylko Parabellum!”
Za pośrednictwem firmy N.C. Fabricius Oy rozpoczęto zatem penetrowanie rynku. Rychło okazało się jednak, że jedyne na co można liczyć, to nie 9 mm wojskowe P-08, ale wersja strzelająca słabszą amunicją 7,65 mm. Radzi nieradzi Finowie zakupili zatem kilka tysięcy tych pistoletów i standaryzowali je pod oznaczenie M/23.

Podporucznik U. Lamminen, zwycięzca konkursu strzelania z pistoletu pozuje ze swoim Parabellum M/23. Zdjęcie wykonał fotograf wojskowy Uuno Laukka w październiku 1943. Archiwum SA-kuva.fi, zdjęcie numer 141144, domena publiczna

I tu zaczęła się „komedia pomyłek”, a właściwie jedno tylko nieporozumienie, ale o istotnych konsekwencjach. Otóż latem 1929 ktoś z dowództwa fińskiej armii napomknął w rozmowie z panem Lahti, że może by ten kiedyś tam w wolnej chwili zaprojektował jakiś pistolet, lepszy od „Parabellum” i który mógłby w jakiejś przyszłości tę „parabelkę” zastąpić. Lahti podszedł do tematu poważnie i sumiennie, uznając że otrzymał formalne, choć ustne zlecenie i ku lekkiemu zdumieniu generalicji zgłosił się po kilku miesiącach z gotowym prototypem swojego pistoletu. Broń, chociaż miała zupełnie inaczej rozwiązane działanie automatyki, wyglądała jak większy i cięższy brat P-08, miała kaliber 9 mm i kilka rozwiązań konstrukcyjnych (np. tzw. „przyspieszacz” ruchu powrotnego zamka), które znacznie zwiększały jej niezawodność, zwłaszcza w ciężkich warunkach zimowych.

Podporucznik Gustafson strzela z Lahti L-35. Zdjęcie wykonał fotograf wojskowy E. Nurmi w lipcu 1942. Archiwum SA-kuva.fi, zdjęcie nr 101437, domena publiczna

Nie było rady – wojskowi wzięli się za testowanie i ocenianie pistoletu Lahtiego. Kilka lat trwało zgłaszanie i uwzględnianie uwag, aż pistolet, któremu w międzyczasie nadano oznaczenie L-35, przybrał finalną postać. Jako ciekawostkę odnotować można przykładowo, że wśród żądań wojska znalazło się i takie, aby zastąpić drewniane okładki chwytu pistoletów przedprodukcyjnych, okładkami plastikowymi. Okazało się bowiem, że w ciężkich warunkach polowych (deszcz, topniejący śnieg, bagniska) drewniane okładki, mimo impregnacji potrafiły jednak absorbować wilgoć i pęcznieć, blokując działanie mechanizmu spustowego!
W każdym razie, kiedy w marcu 1939 armia fińska wykonała testy porównawcze z najpopularniejszymi wówczas pistoletami wojskowymi, poprawiony Lahti L-35 okazał się w nich lepszy od takich tuzów, jak Colt 1911A1, czy FN High Power. Pozbyto się zatem wszelkich wątpliwości i polecono przyspieszyć produkcję. Wytwórnia VKT miała wyprodukować w ramach pierwszego kontraktu 7 642 pistolety, w tempie ok. 350 miesięcznie. Jednostkową cenę broni ustalono na 1 290 ówczesnych fińskich marek (równowartość ok. 650 Euro w roku 2025).

Wersje produkcyjne
Mimo stosunkowo niewielkiej liczby egzemplarzy, jaką wyprodukowano w Finlandii (łącznie około 9 tysięcy), bronioznawcy wyróżniają aż cztery warianty produkcyjne (nie licząc „zerowej” partii przedseryjnej). Wersja pierwsza miała na grzbiecie komory zamkowej wyraźnie widoczny występ (który zniknął w kolejnych wersjach), druga i trzecia różniły się wyglądem wskaźnika obecności naboju, którego to wskaźnika wersja czwarta nie miała w ogóle. Ta ostatnia nosiła także na komorze zamkowej oznakowanie „nowego” producenta, czyli firmy Valmet (tak po wojnie zmieniono nazwę VKT). Pistolety te montowano z wykorzystaniem przedwojennych szkieletów i nowych komór zamkowych produkcji właśnie Valmet.
Największym odbiorcą broni była oczywiście armia Finlandii – łącznie około 6 500 egzemplarzy. Niewielką liczbę z nich (te egzemplarze, które nie przeszły wojskowych prób odbiorczych) sprzedano za granicę, głównie odbiorcom cywilnym. Podobny los spotkał także praktycznie wszystkie egzemplarze czwartej, powojennej wersji (ok. 2 500 egzemplarzy) – po prostu zredukowane po wojnie wojsko Finlandii pistoletów miało aż w nadmiarze, a producent z kolei chciał jakoś „zagospodarować” niewykorzystane podzespoły…

Pistolet Lahti L-35 czwartej wersji (numery seryjne od 6800 do 9300), zmontowany finalnie po II wojnie światowej przez Valmet z wykorzystaniem podzespołów wcześniejszej produkcji VKT. Pistolet jest zaskakująco wielki i ciężki, ale zarazem niezwykle „przyjaźnie” leży w dłoni. Egzemplarz z kolekcji autora, niezgodny numerycznie (szkielet nr 8046, komora zamkowa i zamek nr 8227). Fot. autora

Produkcję L-35 zakończono w połowie lat pięćdziesiątych XX wieku, ale części zamienne do nich wytwarzano jeszcze przez dwadzieścia lat (stąd obecnie bardzo trudno jest natrafić na rynku kolekcjonerskim na wojskowego L-35 w konfiguracji oryginalnej, z kompletem części z epoki). W roku 1985, dla uczczenia pięćdziesiątych “urodzin” pistoletu, Valmet wyprodukował jeszcze 100 sztuk specjalnej serii okolicznościowej (o numerach 50001 – 50100).

Lahti L-35 trafił także na wyposażenie armii królestwa Szwecji, która w tym czasie planowała wymianę dotychczas używanych pistoletów Husqvarna M/07 (licencyjne FN Browning 1903). Pierwszym wyborem były niemieckie Walthery P-38 (dla których już przyjęto oznaczenie M/39) ale z powodów politycznych Szwedzi zdecydowali się jednak na zakup licencji od fińskich sąsiadów, tym chętniej, że ochotnicy szwedzcy walczący w „wojnie zimowej” wielce sobie chwalili niezawodność, celność i łatwość obsługi swoich L-35.

Husqvarna M/40 czyli szwedzki licencyjny Lahti L-35. Fot. https://guns.fandom.com/wiki

W rezultacie, w roku 1940 rozpoczęto w Szwecji ich licencyjną produkcję (pod oznaczeniem Husqvarna M/40). Liczba wyprodukowanych tam egzemplarzy była prawie 10 razy większa niż łączna produkcja VKT / Valmet i wyniosła ponad 80 tysięcy, stąd obecnie M/40 są na rynkach kolekcjonerskich dużo częściej spotykane niż L-35. Zewnętrznie pistolety szwedzkie łatwo jest odróżnić od fińskich – mają czarne okładziny chwytu z godłem licencyjnego wytwórcy, wystający z tyłu zamka „łebek” trzpienia sprężyny powrotnej i oczywiście inne oznakowania na komorze zamkowej. Z reguły M/40 miały też niższą jakość wykonania w porównaniu z oryginalnymi L-35 (z powodu błędów w obróbce cieplnej stali), co prowadziło do częstych pęknięć komór zamkowych.

Sowiecki ślad
Kiedy kilka lat temu przygotowywałem artykuł o pistoletach TT, zwróciłem uwagę na pewien ciekawy szczegół. Otóż w roku 1939, na fali coraz większej krytyki, postanowiono zastąpić rzeczone TT nowym wzorcem broni i ogłoszono stosowny konkurs (dla zainteresowanych historią „Tetetki”: link). Konkurs ten wygrał pistolet Wojewodina (który ostatecznie nie wszedł do produkcji z powodu wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej), ale nie to było najciekawsze. Otóż pistolet Wojewodina wyglądał niczym klon Lahti L-35, a co więcej – podobnie wyglądały także wszyscy jego konkurenci: pistolety Rakowa, Korowina i nowy pistolet Tokariewa…
Oczywiście ocena na podstawie samego wyglądu łatwo może prowadzić na manowce (w końcu wciąż dobrze trzymają się mity o „Pepeszy” jako kopii Suomi Kp/-31, czy o karabinku Kałasznikowa AK jako kopii „Sturmgewehra”). Ale w tym przypadku także budowa wewnętrzna wspomnianych pistoletów zadziwiająco szła śladem konstrukcji pana Lahtiego… Co więcej, w jednym z rosyjskich źródeł (dostępnych, kiedy jeszcze Rosja była w miarę normalnym krajem) natrafiłem na informację o samych wymaganiach konkursowych. To już było niesamowite: wymagania te praktycznie sprowadzały się do opisu parametrów i rozwiązań zastosowanych w L-35, bez wymieniania go z nazwy (w tym takie detale, jak: sposób ryglowania, gabaryty wymiarowo-masowe, a nawet technologia wykonania szkieletów, luf i komór zamkowych!). Trudno oprzeć się wrażeniu, że jakiemuś „czerwonemu marszałowi” po prostu wpadł w ręce L-35 i niezwykle się spodobał…
Swoją drogą, trudno mu się dziwić – ta broń po prostu może się spodobać. Pomijając wszelkie inne jej zalety (oczywiście odniesione do realiów epoki), ma w sobie jakąś staroświecką, dyskretną elegancję.

Konkurs z roku 1939 na następcę pistoletu TT dla Armii Czerwonej. Od góry, zgodnie z ruchem wskazówek zegara: (1) zwycięski pistolet Wojewodina [egzemplarz podarowany Stalinowi, obecnie eksponat w petersburskim Muzeum Artylerii], (2) pistolet Rakowa, (3) pistolet Korowina, (4) pistolet Tokariewa. Fot. via Internet